UZDROWIENIE WEWNĘTRZNE

UZDROWIENIE WEWNĘTRZNE I WOLNOŚĆ W CHRYSTUSIE

Małgorzata Zając

 

„Jak bardzo Bóg cię kocha!” Wiem, rozumiem… przeczytałam na ten temat wiele książek i  wysłuchałam tyle konferencji. Nawet poczułam tę MIŁOŚĆ, realną obecność Boga. A  jednak w  codzienności, w  przeciwnościach i  trudach życia, wśród codziennych obowiązków, niepowodzeń – gubiłam gdzieś tę prawdę. Traciłam Boga z  oczu. Pojawiało się zniechęcenie, znużenie, brak nadziei. Serce się zamykało i  znów pojawiał się lęk. A gdzie się podziała moja wolność?

Aby doświadczyć wolności i  ją przyjąć, należy wszystkie nasze słabości, upadki i  zranienia poddać uzdrawiającej miłości Boga. I  stanąć przed Nim w  prawdzie – tacy, jacy jesteśmy, a  szczególnie z  tym, co w  naszym życiu trudne i  poranione. Jezus powiedział: „poznacie prawdę, a  prawda was wyzwoli” (J 8,32). Jak jednak mamy ją poznać? Myśle, że dla wielu osób odpowiedzią okazały się rekolekcje „Wolność w  Chrystusie – uzdrowienie wewnętrzne”, prowadzone przez Matta Lozano oraz Toma Vidmara z  Heart of the Father Ministries z  USA. Odbywały się one na Górze Św. Anny i  trwały 7 dni.

Rekolekcje poświęcone były modlitwie uwolnienia prowadzonej według modelu pięciu kluczy. Tajemniczo brzmiące „klucze” to inaczej pięć kolejnych kroków tej modlitwy: 1) żal za grzechy i  nawrócenie, 2) przebaczenie sobie i  innym, 3) wyrzeczenie się złych duchów, którym – być może nieświadomie – pozwoliliśmy, aby zagościły w  naszym życiu, 4) stanięcie w  autorytecie Jezusa Chrystusa, 5) przyjęcie błogosławieństwa Boga Ojca nad naszym życiem i  tożsamością.

Są w  naszym życiu schematy, sytuacje i  miejsca słabe, w  których jesteśmy podatni na działanie zła, gdzie nasze zranienia i  kompleksy są drzwiami dla złego ducha. Tamtędy właśnie wchodzi on do naszego życia i  karmi nas kłamstwami. Gdy kłamstwa te są dostatecznie długo w  nas obecne – zaczynamy traktować je jak część własnej tożsamości, jak prawdę o  nas i  o  naszym życiu. A  prawda jest inna i  zna ją Chrystus. Dlatego ważne jest, aby wyrzec się tego, co nie pochodzi od Boga i  stanąć w  autorytecie Jezusa, aby przyjąć miłość, którą On nam ofiarowuje. Przyjmujemy wtedy Jego błogosławieństwo. A  ono nieustannie na nas spoczywa, ponieważ Bóg przez cały czas każdemu z  nas błogosławi – nawet jeśli czasami tak trudno nam w  to błogosławieństwo uwierzyć i  nim żyć.

Złe duchy mają do nas dostęp, bo daliśmy im prawo wstępu do naszego życia. Czasem sami nieświadomie otworzyliśmy im drzwi. W  innych sytuacjach otworzyli je dla nich inni ludzie, nawet nasi bliscy, np. raniąc nas w  dzieciństwie.

Modlitwa uwolnienia według modelu pięciu kluczy pomaga te drzwi zamknąć, a  jednocześnie otworzyć się na wolność w  Jezusie. Ale nie chodzi tu o  wolność rozumianą jako szansę na „robienie tego, co chcę”. Istnieje głębszy wymiar wolności – do bycia dzieckiem Boga i  pełnienia Jego woli w  moim życiu.

Modlitwa uwolnienia wymaga przygotowania i  świadomego w  niej uczestnictwa, dlatego organizatorzy rekolekcji jako lekturę obowiązkową podali książki Neala Lozano „Modlitwa uwolnienia” cz. 1, 2 i  4. W  rekolekcjach na Górze Św. Anny brali udział zarówno posługujący modlitwą o  uwolnienie w  Domach Miłosierdzia (w  różnych miastach Polski), osoby przygotowujące się do tej posługi, jak i  osoby, które z  tej modlitwy chciałyby skorzystać. Jeśli ktoś potrzebuje takiej posługi w  Domu Miłosierdzia – przygotowaniem do niej jest lektura „Modlitwa uwolnienia, cz. 1”. Książka ta, prowadząc przez kolejne klucze, pomaga w  głębszej refleksji nad życiem, postawą, sytuacjami nieprzebaczenia i  obecnością zniewoleń.

Na rekolekcjach czasu na przygotowanie było więcej i  był to też inny czas – gdy Pan Bóg wyprowadza na pustynię, by mówić do naszych serc. Z  dala od codziennych obowiązków i  zabiegania, nasze serce inaczej słyszało Boga. A  Bóg nigdy nie zawodzi. Gdy dajemy mu czas swojego urlopu – On nam to wynagrodzi i  udzieli wielu łask. Potrzebna jest tylko nasza wiara i  zaufanie.

Dla mnie jako osoby rozpoczynającej posługę modlitwą uwolnienia, rekolekcje te były wielką zachętą do zaufania Bogu, że to On działa podczas tej modlitwy, bo „Jemu najbardziej zależy”…

Zapragnęłam bardziej polegać na Duchu Świętym podczas posługi, by współpracować z  Nim i  pozwolić, aby to On prowadził moje myśli i  serce. Głęboko w  serce zapadł mi fragment Pisma: „Z  całego serca Bogu zaufaj, nie polegaj na swoim rozsądku…” (Prz 3,5). Usłyszałam też zachętę do odważnego podjęcia posługi i  do zgody na popełnianie błędów, na własną niedoskonałość i  słabość. Bóg nie oczekuje od nas doskonałości, ale naszych rąk gotowych do pracy – aby człowiek przychodzący na modlitwę mógł poczuć się kochany, akceptowany i  przyjęty taki, jaki jest. I  aby z  naszych ust usłyszał słowa błogosławieństwa i  miłości.

Podobnie jak cebula ma wiele warstw, które zdejmuje się po kolei, tak i  Pan Bóg uzdrawia nas i  uwalnia etapami. Jadąc na te rekolekcje wyszliśmy na pustynię, zostawiliśmy za sobą codzienne zabieganie i  pracę, by zasłuchać się, co Bóg mówi do nas przez treść konferencji i  przez modlitwę. Ten czas był nam też potrzebny po to, abyśmy pozwolili Bogu na dotknięcie kolejnych zranień, na zdejmowanie kolejnej warstwy z  naszej „cebuli”.

W  drodze ku Bogu i  ku wolności potrzebna jest cierpliwość, wytrwałość, oraz wzięcie odpowiedzialności za własne życie, wybory i  decyzje. I  podjęcie trudu kroczenia za Jezusem. Ważne jest świadome wzrastanie w  wierze i  trwanie przy Bogu. Trudy życia mogą pozostać, ale serce się zmienia – staje się wolne. Wolne do pójścia za Jezusem i  do podejmowania takich decyzji, jakie On by podjął. O  tę wolność warto zawalczyć, czasami nawet z  samym sobą…

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *